Ognisko Sycharowskie we Włocławku – ul. Wojska Polskiego 2a

Parafia Najśw. Zbawiciela
wloclawek-najsw-zbaw-168 ZAPRASZAMY na spotkania Ogniska w salce Katolickiego Centrum Służby Rodzinie im. Św. Gianny Beretty Molli przy ul. Reymonta 11/13 we Włocławku. Zaczynamy o godz. 18.00 od Mszy Świętej w intencji małżeństw w Kościele Najświętszego Zbawiciela przy ul. Reymonta 11. Po Mszy spotykamy się w salce Katolickiego Centrum Służby Rodzinie im. św. Beretty Gianny Molli.
Terminy spotkań będą publikowane na bieżąco na stronie Ogniska. Opiekunem duchowym Ogniska jest ks. Piotr Stolecki.
CentrumSłużbyRodzinie >>
Parafia Najświętszego Zbawiciela >>
Diecezja włocławska >>
GADU-GADU
GADU-GADU >>
Tu pod ww. linkiem możemy się dzielić różnymi informacjami związanymi z działalnością Ogniska we Włocławku.
Stowarzyszenie OPP
program do pit - darmowy

Miesięczne archiwum: wrzesień 2021

18 października 2021 odbędzie się spotkanie włocławskiego Ogniska Wiernej Miłości Małżeńskiej Wspólnoty Trudnych Małżeństw Sychar. Zaczynamy o godzinie 18.00 mszą świętą w naszym parafialnym kościele Najświętszego Zbawiciela przy ul. Reymonta 11 Włocławku. Później pójdziemy do naszej salki na spotkanie ogniska.

W naszych spotkaniach mogą uczestniczyć zarówno małżeństwa, które pragną wspólnie odbudowywać swoje sakramentalne małżeństwo, jak i małżonkowie którzy na razie sami chcą podjąć się ciężkiej pracy nad sobą i swoim małżeństwem, osoby żyjące w separacji ze swym współmałżonkiem/ą, a także będące już po rozwodzie. Celem naszych spotkań jest wzrastanie w miłości do Boga i sakramentalnego współmałżonka. Dla chrześcijanina nie ma bowiem sytuacji beznadziejnych. Serdecznie zapraszamy.

20 września o godzinie 18:00 członkowie  wspólnoty WTM Sychar uczestniczyli we Mszy św. Po niej udaliśmy się do naszej salki. Podczas spotkania przeczytaliśmy teksty z naszej broszury „Co powiedział Jezus Samarytance, co jest ważne dla każdego małżonka? „i „Czy chcesz kochać współmałżonka tak jak Pan Jezus kocha Ciebie? Starliśmy się odpowiedzieć na pytanie: Co mi przeszkadza w tym by kochać współmałżonka na wzór Jezusa? Oczywiście nie pominęliśmy też naszej sycharowskiej rundki.

W spotkaniu uczestniczyli: Hania, Darek, Monika, Emilka, Krzysztof, Kasia, Marta, Marta, Daniel. Agnieszka, Agnieszka, Zbyszek, Marcin, Łukasz.

 

20 września 2021 odbędzie się spotkanie włocławskiego Ogniska Wiernej Miłości Małżeńskiej Wspólnoty Trudnych Małżeństw Sychar. Zaczynamy o godzinie 18.00 mszą świętą w naszym parafialnym kościele Najświętszego Zbawiciela przy ul. Reymonta 11 Włocławku. Później pójdziemy do naszej salki na spotkanie ogniska.

W naszych spotkaniach mogą uczestniczyć zarówno małżeństwa, które pragną wspólnie odbudowywać swoje sakramentalne małżeństwo, jak i małżonkowie którzy na razie sami chcą podjąć się ciężkiej pracy nad sobą i swoim małżeństwem, osoby żyjące w separacji ze swym współmałżonkiem/ą, a także będące już po rozwodzie. Celem naszych spotkań jest wzrastanie w miłości do Boga i sakramentalnego współmałżonka. Dla chrześcijanina nie ma bowiem sytuacji beznadziejnych. Serdecznie zapraszamy.

Sierpniowe spotkanie rozpoczęliśmy od wspólnego uczestnictwa we mszy świętej. Po niej udaliśmy się do naszej salki na spotkanie ogniska. Rozpoczęliśmy modlitwą i przypomnienie naszego charyzmatu. Przewodnim tematem naszego spotkania była postać błogosławionego sługi Bożego ks. Aleksandra Woźnego. Poznaliśmy jego życiorys, świadectwo wiary.  Poznaliśmy też treść  listu napisanego przez ks. Aleksandra Woźnego do parafianina. Oto jego treść:

„Bóg rozłącza małżeństwa tylko przez śmierć”

Drogi Bracie, od dobrej istoty dowiedziałem się o Pańskich powikłaniach […]. Uważam, że jestem zobowiązany Panu pomóc. Przede wszystkim w zrozumieniu sytuacji, a następnie w znalezieniu tych sił, które mogą Panu pomóc z niej się wydostać.

Zawarł Pan ważne małżeństwo z pierwszą żoną i jest Pan z nią związany, bez względu na to, czy jeszcze chcecie żyć ze sobą, czy już nie. Nie Wyście się złączyli, ale złączył Was Bóg, a Bóg rozłącza małżeństwa tylko przez śmierć.

Wobec powyższego kobieta, z którą Pan się później złączył i ma z nią troje dzieci, nie jest Pańską żoną i nazywanie jej żoną, a siebie mężem będzie zawsze pustym słowem.

Nielogicznie byłoby myśleć, że mógłby Pan wejść do nieba, nie przyjąwszy uprzednio takich samych zapatrywań, jakie ma Pan Bóg, bowiem wtedy nawet w niebie czułby się Pan nieswojo, czyli nie byłby Pan szczęśliwy. Niebo nie byłoby dla Pana niebem.

Co wobec powyższego winien Pan zrobić w swojej sytuacji? Przede wszystkim trzeba przestać uznawać tę tak zwaną drugą żonę Pana za prawowitą małżonkę, to znaczy nie żyć z nią jak z żoną. Pan ją kocha? Miłość to przecież znaczy komuś dobrze życzyć i dobrze czynić. A namawianie kogoś do grzechu, narażanie go na potępienie, gdyby w tym grzechu umarł, to jest miłość pozorna, właściwie samolubstwo. Należy więc, żeby Pan tę kobietę, z którą się związał, zaczął naprawdę kochać, to znaczy dobrze jej życzył, ratując ją od potępienia przez to, że skłoni ją Pan do rozejścia się.

A co ma stać się z dziećmi? A co dzieje się z dziećmi Pana i Pańskiej żony? Z prawa naturalnego oboje rodzice mają obowiązek nie tylko dbać o dzieci, wyżywić je i ubrać, ale także wychować. Na czym polega wychowanie? Na pouczaniu i przykładzie do dobrego, a ściślej na nauczaniu dzieci miłości prawdziwej. Kogo dzieci mają kochać? Tego, kto jest najgodniejszy miłości – Boga. A ponieważ Pan Bóg życzy sobie, byśmy także kochali bliźnich, choć oni nieraz nie są tego warci, dziecko powinno uczyć się kochać Boga i bliźniego. Czy ojciec lub matka, którzy nie kochają Boga, nie kochają siebie nawzajem (bo są dla siebie pokusą do grzechu, odciągają cudzego męża od żony, względnie na odwrót), mogą swoje dzieci nauczyć miłości Boga i bliźniego? Tacy rodzice mogą być tylko „żywicielami” swych dzieci, ale nie wychowawcami. Mogą oni dzieci „tresować”, przyzwyczajać do zewnętrznego porządku, ale nie mogą wychowywać. Jeżeli naprawdę Pan czy żyjąca z Panem kobieta, matka Pańskich trojga dzieci, kochacie je, musicie przestać gorszyć je tym, że razem mieszkacie. Musicie więc rozejść się i tym dać dobry przykład, że choć ludzką rzeczą jest zgrzeszyć ze słabości czy zaślepienia, to można z grzechem zerwać. Natomiast trwać w grzechu i tłumaczyć się, że nie można przestać grzeszyć, jest rzeczą szatańską.

Jeżeli Pańska tak zwana druga żona naprawdę Pana kocha, powinna pójść za inicjatywą Pana i cieszyć się tym, że Pan się od grzechu oderwie, odchodząc od niej i wracając do swojej prawowitej żony. Powinna chcieć Pańską żonę przeprosić za to, że przez jakiś czas w zaślepieniu odciągała Pana od niej. Jeżeli tego uczynić nie potrafi, to znaczy, że Pana prawdziwie nie kocha, bo ciągnie Pana na potępienie, a siebie samą kocha źle, czyli jest samolubna i dzisiejszym swym postępowaniem może sprawić, że jej dzieci, gdy dorosną, biorąc z niej przykład, też będą rozrywały małżeństwa.

Jeśliby Pańska prawowita żona nie chciała przyjąć Pana i musiałby Pan żyć „bez kobiety”, czy to byłoby nieszczęście? Życie wstrzemięźliwe nie szkodzi na zdrowiu… Bez jedzenia nie można żyć, ale bez kobiety można. Jest trudniej? Tak, może. Ale kto sam wikła się w trudności, musi ponosić konsekwencje swego postępowania.

Może powiedział Panu ktoś, że „księża nie żyją w czystości, a od innych jej się domagają”. Otóż czy Panu w piekle będzie przyjemniej z tego powodu, że za towarzysza będzie Pan miał takiego nieszczęśliwego kapłana, który Pana Jezusa zdradził dla uciech zmysłowych?
Powie Pan może: „Żeby żyć wstrzemięźliwie, trzeba być świętym”. Może prawda, w pewnym stopniu. Ale kto przez 2/3 życia ciężko grzeszył, musi to jakoś naprawić tą 1/3 życia, jaka może mu jeszcze została darowana.

Jeśli mnie Pan posłucha, zobaczy Pan, że na tym świecie będzie Pan jeszcze mógł do Boga powiedzieć: „Ojcze”, z radością patrzeć prosto na Hostię Świętą w czasie wystawienia Najświętszego Sakramentu. Niech Pan tego listu nie drze, ale przeczyta go jeszcze raz, z rozwagą, za miesiąc. I niech Pan nie mówi, że jest za trudno. Tym, którzy pragną wrócić do Boga, przeszkadza wprawdzie szatan, ale pomaga im Maryja Panna, która starła głowę węża.

ks. Aleksander Woźny

Źródło: “Miłujcie się!” nr 2/2015, s. 28-29

Ks. Aleksander Woźny żył w latach 1910-1983. W czasie II wojny światowej był więźniem obozu w Dachau, a później w był wieziony przez władze komunistycznej Polski.
Przez 38 lat był proboszczem parafii św. Jana Kantego w Poznaniu. Jako duszpasterz odznaczał się wielką gorliwością i pokorą, bardzo troszczył się o parafian i niezwykłą wagę przywiązywał do spowiedzi – penitenci przyjeżdżali do niego z całej Polski. Miał dar rozeznawania dusz ludzkich. W szczególny sposób troszczył się o sprawy małżeństwa i rodziny – był pionierem kursów przedmałżeńskich i poradni rodzinnych. Mówi się, że tajemnicą jego świętości była pokora i nabożeństwo Męki Pańskiej. Jego cierpieniem duchowym i troską duszpasterską były związki niesakramentalne. Ludziom w nim pozostającym mówił prawdę.
Parafianie od razu po śmierci ks. Woźnego zaczęli modlić się za jego wstawiennictwem i doświadczali wielu łask. 24 stycznia 2014 r. abp Stanisław Gądecki, metropolita poznański, za zgodą Stolicy Apostolskiej rozpoczął proces beatyfikacyjny.

W spotkaniu uczestniczyli: Łukasz, Darek, Hania, Emilia, Monika, Agnieszka, Ania, Marta, Daniel, Ania, Agnieszka, Zbyszek, Arleta, Marcin.